Sylwester od lat kojarzy się z hukiem, światłem i odliczaniem do północy. A jednak warto na chwilę zatrzymać się i zapytać: czy naprawdę potrzebujemy hałasu, by poczuć, że coś się zmienia? Dla wielu z nas to jedna noc zabawy. Dla zwierząt — noc strachu, niezrozumiałego chaosu i ucieczki przed dźwiękami, których nie potrafią pojąć.
Psy drżące pod stołem, koty znikające w najciemniejszych kątach domu, dzikie zwierzęta spanikowane nagłymi wybuchami — to cichy koszt fajerwerków, o którym rzadko się mówi. A przecież Nowy Rok mógłby zaczynać się inaczej. Bez huku, za to z większą uważnością i empatią.
Może prawdziwą zmianą byłoby zrezygnowanie z petard na rzecz rozmowy, śmiechu, wspólnego czasu. Światło można zapalić także w sobie — spokojem, odpowiedzialnością, troską o tych, którzy są od nas zależni. Dbanie o zwierzęta tej jednej nocy to drobny gest, który mówi wiele o tym, jakimi ludźmi chcemy być w nadchodzącym roku.
Nowy Rok nie musi zaczynać się głośno, by był dobry. Czasem wystarczy, że zacznie się po prostu ciszej.


